Spining

Irlandzkie szczupaki i gruba mamuśka

Na wyprawy, na irlandzkie „ mamuśki” zawsze czekałem z wielką niecierpliwością, a czas do daty wyjazdu zawsze niesamowicie się dłużył. Na kolejną wyprawę umówiony byłem z moim dobrym kolegą i kompanem wędkarskim Maćkiem, wielkim pasjonatem szczupaków oraz doświadczonym wędkarzem. Maciek zajmuje się też tworzeniem unikatowych przynęt wędkarskich dedykowanych właśnie szczupakom.  Naszym celem było oddalone o 120 km od Dublina jezioro Lough Ree.

Wielkie jezioro = wielkie szczupaki ?

Ponton wodowaliśmy w Lanesborough. Ree charakteryzuje się  nieregularną linią brzegową oraz zróżnicowana głębokością. Jezioro ma 25 km długości i 7 km szerokości, a jego powierzchnia wynosi 105 km². Na jeziorze są liczne wyspy, na niektórych z nich znajdują się ruiny kościołów pochodzące z wczesnego średniowiecza. Woda jest czysta, dno jeziora na dużym obszarze porasta roślinność, a brzegi usłane trzcinami. Stwarza to bardzo dobre warunki do bytowania i rozrodu  szczupaków.

Prognoza pogody na ten dzień była obiecująca, zachmurzone niebo i lekki wiatr napawały nas optymizmem. Pierwszą miejscówką do sprawdzenia była dobrze nam znana zatoka. Podczas drogi na miejscówkę przeglądamy nasze pudełka pełne jerków i jak zawsze w głowie kotłują się myśli: „hmm … od czego by tu zacząć?” Maciek postanowił sprawdzić swój nowy projekt przygotowany do testowania podczas tej wyprawy. Była to imitacja szczupaka, jerk pływający, o dość leniwej akcji nazwany „Pajkuś”. Ja postawiłem na wobler niemieckiej firmy Hybrida  J2BR.

Wędka, z którą rozpocząłem przygodę łowienia szczupaków z łodzi to Dragon Milenium Fatso Jerk 1,95, cw 25-60gr. Do mojego łowienia to optymalny kij , który ma odpowiedni zapas moc. Na koncie ma wiele wspaniałych ryb. Sprawdził się zarówno podczas jerkowania, jak i trollingowania jerkami czy innymi woblerami. Niezawodnym dla mnie kołowrotkiem do łowienia dużymi przynętami jest Shimano Stradic 4000FA, z nawiniętą plecionką Stren Sonic o średnicy 0,25mm. Przypony stalowe tworzę sam. Linka jaką stosuje to Greys Prowla 49 Strand Wire o wytrzymałości 30lb, rurki zaciskowe Drennan Slim Crimbs od 40-60lb. Zestaw uzupełniają agrafki morskie firmy Dragon. Do tworzenia przyponów używam kombinerek firmy Savage Gear. Taki zestaw pozwala mi swobodnie wędkować, bez obawy o stratę przynęty w podwodnych roślinnościach, jak i sprawnie holować ryby. Hol musi być sprawny bo zasady są stałe i proste: pamiątkowe zdjęcie, buziak i uwalniam szczupaka w dobrej kondycji do swojego królestwa.

Jerk Pajkuś od Mel Handmade Lures

15 do 1.

Po upływie 30 minutach dopływamy na miejsce. Buzia się uśmiecha, zatoka jak zawsze raczy nas swoim niezwykłym urokiem.  Głębokość do 2 metrów, pas trzcin obrasta linię brzegową. Czas start! Pierwsze rzuty w dryfie za nami, głucha cisza, w skupieniu biczujemy wodę i czekamy na pierwsze brania. Napływamy na miejscówkę wykorzystując różne warianty. Kolejny rzut, szarpniecie, raz, dwa, trzy, opad, szarpnięcie i jest! Mam, krzyczę do Maćka, że mam. Emocje coraz większe, po kilku chwilach mamy pierwszego siedemdziesiątka. Ryba szybko wróciła do wody i kontynuujemy robotę.

Po kolejnej godzinie wędkowania ruszył wiatr. Porywy, były na tyle mocne, że uniemożliwiały nam łowienie z ręki, nawet kotwa nie pozwalała skutecznie łowić. Postanowiliśmy zmienić taktykę i trolingować zatokę. Po zmianie pogody szczęście mnie opuściło, Maciek natomiast kosił szczupaka za szczupakiem w przedziale między 60-90 cm. Leniwa praca jerka była kluczem do Jego sukcesu. W moim pudełku miałem przynęty głównie agresywnie pracujące. Gdyby odnieść nasze wędkowanie do rywalizacji sportowej to zanosiło się na ciężki pogrom. Maciej prowadził 15:1, wiara mnie jednak nie opuszczała, dopóki łowimy, wszystko może się zdarzyć.

Postanowiliśmy wspólnie, że zmienię woblera na podobnego do tego, który Maćkowi przynosi ryby, w lekko jedynie zmienionej opcji obciążenia. Postanowiliśmy wpłynąć w głąb zatoki, postawić nasze jerki i odpływać powoli. Dzięki temu przynęta lekko falowała pod powierzchnią. Decyzja ta okazała się strzałem w dziesiątkę. Po kilku sekundach czuje mocne uderzenie na kiju, hamulec mojego Stradica oddawał piękne dla uszu odgłosy. Wiedziałem że mam dużą rybę, walka przy tym wietrze nie była łatwa, Maciek zwinął swoją wędkę i czekał z podbierakiem. Pierwsze pokazanie ryby, serce wskoczyło mi do gardła, krzyczę : „JEST, JEST mam metra, tłustego metra”. „Nie schrzań tego” – po chwili dodaję po cichu.

Mamy go!!! Nogi się trzęsą, cały drżę. Doświadczenie Maćka pomogło sprawnie podebrać rybę. Delikatnie odhaczamy, miarka wskazuje 104 cm! Szybka sesja zdjęciowa i ryba wraca do wody. To był najgrubszy szczupak jakiego kiedykolwiek złowiłem.

Co ten szczupak połknął ?

Dwa słowa o pasji.

Mogłem już kończyć wyprawę, byłem spełniony, wniebowzięty, ta chwila mogła trwać wiecznie. Pełni radości i euforii spływamy do slipu. Pasja ma to do siebie, że gdy się jej oddasz, choć na kilka godzina, to cała reszta staje się tłem. Wędkarstwo, samo w sobie daje już stan spełnienia, gdy uda się do tego coś złowić i gdy ryba jest duża, miesza się ze sobą wiele odczuć, również tych skrajnych. Na początku jest euforia, która później przeradza się w radość. Adrenalina i endorfiny powodują, że roznosi nas energia. Po drodze to wszystko miesza się z refleksją na temat ulotności chwil, by na końcu przerodzić się w smutek, że na dziś przygoda się kończy, że trzeba wracać na ziemię, do życia. Potem przychodzi jeszcze wiara i nadzieja… że następny razem będzie równie dobrze, a może lepiej. Takie skomplikowane to nasze wędkarstwo.

W drodze do domu przeglądaliśmy nasze grafiki i planowaliśmy już kolejną wyprawę. No i Maciek miał zamówienie na pierwszą sztukę Pajkusia. Moja Irlandzka przygoda z wędką w ręce wiele mnie nauczyła. Tym doświadczeniem chcę się teraz z Wami systematycznie dzielić.

Po delikatnym odhaczeniu ryba gotowa do uwolnienia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *